ŁOZO
Baron podszedł do mnie i poprosił mnie, na bok.Chciał mi coś powiedzieć:
-Co jest stary?-spytałem.
-Chodzi o moją kuzynkę.
-Tak?
-Podoba ci się?
-Dopiero co ją poznałem.-powiedziałem.
-Chcę żebyś trzymał się od niej z daleka.-myślałem,że to co powiedział to był zwykły żart.Myliłem się.
-Słucham?!
-Proszę cię jak przyjaciela zostaw ją w spokoju.
-Co?! Ale dlaczego?!
-Ona dopiero co tu przyjechała i..nie chciałbym aby ktoś ją zranił.Przeżyła już wiele trudnych chwil, a ja traktuję ją jak siostrę.
-Ale...chyba nie myślisz,że mógłbym jej coś zrobić?
-Może i nie, ale proszę cię żebyście byli przyjaciółmi, tylko przyjaciółmi.
-Weź się uspokój! Dopiero co ją poznałem i nie planowałem mieć z nią żadnych dzieci.Zluzuj kokardę.
-Może masz racje.-ukradkiem popatrzał na Jane.-Przepraszam.
-Spoko.
Nagle podszedł do nas lekarz:
-Mogę z panem porozmawiać?-powiedział do Olka.
-Tak, słucham
-W cztery oczy.
-Dobrze.
-Chodźmy do mojego gabinetu.
Poszli i zostawili mnie samego.Oglądałem sobie ulotki.Gdy wrócił Baron, miał bladą twarz, nie wyrażała emocji:
-Coś nie tak?-spytałem.
-Natalia...-szepnął.
-Co?
-Ona... umarła....
-Co?! Ale jak to?! To niemożliwe! Co powiedział lekarz?!
-Umarła....
-Olek! Uspokój się!-położyłem mu dłoń na ramieniu.Odepchnął ją i schował twarz w rękach.
Czułem ,ze nic już od niego nie wyciągnę.Zdenerwowany wszedłem do gabinetu:
-Co się stało?!-krzyknąłem.
-Kim pan jest? Proszę wyjść z ...
-Jestem przyjacielem Natalii.Proszę mi powiedzieć co się stało!
-Jej stan uległ zmianie.Jest coraz gorzej.Nie wiadomo czy dożyje poranka.
-Niech pan sobie nie żartuje?!
-Czy wyglądam jakbym żartował?
-Ale...Na pewno da się jeszcze coś zrobić!
-Nie wiem.... Jeśli przeżyje to będzie to cud...
-Jest pan dobrym lekarzem tak?!
-Tak myślę.
-Więc proszę coś zrobić.Proszę ją uratować. Jest za młoda aby umierać!
-Przykro mi...
-Ach wy lekarze! Wszyscy tacy sami! Gadacie, gadacie a nic nie robicie.Na pewno! Na pewno da się coś zrobić! I ja to wiem.Czy nie widzi pan jak on cierpi?!-wskazałem na Barona.-Ona jest dla niego najważniejsza.Rozumie pan?! Ma pan żonę?!
-Mam.
-To w takim razie co by pan zrobił gdyby pańska żona była u kresu sił, a lekarzom nie chciałoby się nic zrobić?! Co?!
-No naturalnie że...
-Że?!
Nagle lekarz dostał chyba oświecenia, bo powiedział:
-Milena przygotuj salę operacyjną. Zabieramy panią Natalię na operację.
Uśmiechnąłem się i poszedłem o wszystkim poinformować Barona.Jednak nigdzie go nie było.Oby nie zrobił tego co myślę.Wyciągąłem telefon i przeczytałem sms-a od niego:
Od- Baron
Żegnaj.
Nie! to nie może się tak skończyć.Pomyślałem chwilę i już wiedziałem gdzie jest.Wybiegłem z szpitala.Oby nie było za późno.Pobiegłem nad most.Tak jak myślałem stał tam Aleksander:
-Baron! Co ty robisz?!-wrzasnąłem.
-Chcę umrzeć.
-Nie możesz.
-Mogę.
-Ona żyje.
-Jeszcze... Rano umrze już jej nie zobaczę.
-Nie prawda! Zabrali ją na operację!
-Co?-zobaczyłem błysk w jego oku.
-To co mówię.Chodź i przestań się wygłupiać.
Niemal natychmiast pobiegł w stronę szpitala.Pobiegłem za nim....
------------------------------------------------------------------------------
Jak wam się podoba ten rozdział? :)) Mi bardzo.Informacja:
Jutro jadę do babci.Będę u niej do piątku i niestety nie ma ona internetu i kolejny rozdział pojawi się dopiero w sobotę [25.01.2013 r. ]. Jeżeli znajdę gdzieś wi-fi to dodam go wcześniej. dlatego zaglądajcie tu. :)
Pozdrawiam was serdecznie! ;**
Natalia Afromental
sobota, 18 stycznia 2014
czwartek, 16 stycznia 2014
39 rozdział
BARON [ czytaj z muzyką : http://youtu.be/wwCykGDEp7M?t=45s ]
-Doktorze co z nią?-spytałem.
-Na razie utrzymywana jest w śpiączce, ale jutro podejmiemy pierwszą próbę wybudzenia dziewczyny.
-Czyli to oznacza,że tych prób może być więcej? -byłem strasznie spanikowany.
-Proszę pana, ta kobieta jest w bardzo złym stanie.Ten strzał, o mało co by ją zabił.Proszę myśleć pozytywnie.-powiedział i poklepał mnie po ramieniu.-A teraz pan wybaczy,ale muszę isć do innych pacjentów.Do widzenia.
-Do widzenia.
Usiadłem na krześle. ,, Myśleć pozytywnie''... Postanowiłem, że zadzwonię do jej ojca i Patrycji, on też powinni wiedzieć co się dzieje z Natalią.Gdy przyjechali, obydwoje mieli łzy w oczach:
-Czy ona żyje? Jak do tego doszło ?-spytała Patrycja. Opowiedziałem im wszystko. Tak samo jak ja byli zdziwieni zachowaniem Sylwii:
-Dobrze, że siedzi w więzieniu, bo inaczej bym się z nią rozprawił.Popamiętałaby sobie.-powiedział pan Szkot.
-Ja bym się przyłączył.Patrycja, a co z Tomsonem?
-Tak szczerze mówiąc to nie wiem.Nie byłam jeszcze dzisiaj u niego.Pójdziesz ze mną? Na chwilę zapomnisz o Natalii i przestaniesz się martwić.
-Dobrze.A pan idzie z nami?
-Nie wolę zostać tutaj.
-Wszystko będzie dobrze.
-Wiem ale chcę być przy niej.
Uśmiechnęliśmy się do siebie.Ja i Patrycja poszliśmy w stronę sali w której był Tomson.
Ku naszemu zdziwieniu, nie leżał już na łóżku i nie miał na sobie piżamy, tylko normalne ubrania:
-Patrycja a gdzie dziewczynki?
-Zostawiłam je z Jane.
-Z kim?
-Och..Przepraszam zapomnieliśmy ci ją przedstawić.Jane to kuzynka Barona.
-Aha... A gdzie Natalia?
-Leży w pokoju obok.-powiedziałem smutny.
-Co?! Ale jak to?!
-Została cięzko pobita.
-Pobita?! Przez kogo?
-Przez Sylwię.
-A to zdzira .
Nie odpowiedziaem.
-Muszę ją zobaczyć.
-Jak na razie tylko przez szybę.
-Nie chcę stracić, już drugiej najważniejszej w moim życiu kobiety.
Zobaczyłem,że Patrycja zmarkotniała, ona nadal czekała na to,aż on znowu ją pokocha:
-Nie pozwalaj sobie.-powiedziałem zdenerwowany.
-Przepraszam, ale nic na to nie poradzę...
Poszliśmy pod salę.Na krześle siedział ojciec Natalii.Przyglądaliśmy się dziewczynie przez szybę.Każde z nas miało łzy w oczach...Miejmy nadzieję,że się wybudzi, nie wytrzymałbym bez niej...
JANE
Patrycja poszła do domu mojego kuzyna.Podziękowała mi i zabrała bliźniaczki do siebie.Postanowiłam,że pójdę do szpitala, pocieszyć Barona.Musi mu być ciężko.Nikt nie spodziewał się tego co się stało i to jeszcze przez byłą Olka!
~~
W szpitalu usiadłam obok salo, w której leżała Natalia.Aleksander poszedł napić się herbaty, a ja czekałam aż wróci.Czytałam książkę .Nagle podszedł do mnie wysoki mężczyzna.Od razu go poznałam :
-Ty jesteś Łozo?-spytałam.
-Tak.Chcesz autograf?
-Nie.
-Aha, sorry.
Był jakiś taki dziwny.Przysiadł obok mnie:
-Co czytasz?
-Alex Kava ,,Granice Szaleństwa''
-Świetna książka czytałem.
-Och....
Nikt z nas nie wiedział za bardzo co powiedzieć.Na szczęście podszedł do nas mój kuzyn i poprosił Łoza na bok.Mogłam w spokoju czytać dalej....
-------------------------------------------------------------------
I jak wam się podoba? :) Jak myślicie co Baron chce powiedzieć przyjacielowi? Czy Natalia się wybudzi?
Czekam na wasze opinie.
Natalia Afromental.
-Doktorze co z nią?-spytałem.
-Na razie utrzymywana jest w śpiączce, ale jutro podejmiemy pierwszą próbę wybudzenia dziewczyny.
-Czyli to oznacza,że tych prób może być więcej? -byłem strasznie spanikowany.
-Proszę pana, ta kobieta jest w bardzo złym stanie.Ten strzał, o mało co by ją zabił.Proszę myśleć pozytywnie.-powiedział i poklepał mnie po ramieniu.-A teraz pan wybaczy,ale muszę isć do innych pacjentów.Do widzenia.
-Do widzenia.
Usiadłem na krześle. ,, Myśleć pozytywnie''... Postanowiłem, że zadzwonię do jej ojca i Patrycji, on też powinni wiedzieć co się dzieje z Natalią.Gdy przyjechali, obydwoje mieli łzy w oczach:
-Czy ona żyje? Jak do tego doszło ?-spytała Patrycja. Opowiedziałem im wszystko. Tak samo jak ja byli zdziwieni zachowaniem Sylwii:
-Dobrze, że siedzi w więzieniu, bo inaczej bym się z nią rozprawił.Popamiętałaby sobie.-powiedział pan Szkot.
-Ja bym się przyłączył.Patrycja, a co z Tomsonem?
-Tak szczerze mówiąc to nie wiem.Nie byłam jeszcze dzisiaj u niego.Pójdziesz ze mną? Na chwilę zapomnisz o Natalii i przestaniesz się martwić.
-Dobrze.A pan idzie z nami?
-Nie wolę zostać tutaj.
-Wszystko będzie dobrze.
-Wiem ale chcę być przy niej.
Uśmiechnęliśmy się do siebie.Ja i Patrycja poszliśmy w stronę sali w której był Tomson.
Ku naszemu zdziwieniu, nie leżał już na łóżku i nie miał na sobie piżamy, tylko normalne ubrania:
-Patrycja a gdzie dziewczynki?
-Zostawiłam je z Jane.
-Z kim?
-Och..Przepraszam zapomnieliśmy ci ją przedstawić.Jane to kuzynka Barona.
-Aha... A gdzie Natalia?
-Leży w pokoju obok.-powiedziałem smutny.
-Co?! Ale jak to?!
-Została cięzko pobita.
-Pobita?! Przez kogo?
-Przez Sylwię.
-A to zdzira .
Nie odpowiedziaem.
-Muszę ją zobaczyć.
-Jak na razie tylko przez szybę.
-Nie chcę stracić, już drugiej najważniejszej w moim życiu kobiety.
Zobaczyłem,że Patrycja zmarkotniała, ona nadal czekała na to,aż on znowu ją pokocha:
-Nie pozwalaj sobie.-powiedziałem zdenerwowany.
-Przepraszam, ale nic na to nie poradzę...
Poszliśmy pod salę.Na krześle siedział ojciec Natalii.Przyglądaliśmy się dziewczynie przez szybę.Każde z nas miało łzy w oczach...Miejmy nadzieję,że się wybudzi, nie wytrzymałbym bez niej...
JANE
Patrycja poszła do domu mojego kuzyna.Podziękowała mi i zabrała bliźniaczki do siebie.Postanowiłam,że pójdę do szpitala, pocieszyć Barona.Musi mu być ciężko.Nikt nie spodziewał się tego co się stało i to jeszcze przez byłą Olka!
~~
W szpitalu usiadłam obok salo, w której leżała Natalia.Aleksander poszedł napić się herbaty, a ja czekałam aż wróci.Czytałam książkę .Nagle podszedł do mnie wysoki mężczyzna.Od razu go poznałam :
-Ty jesteś Łozo?-spytałam.
-Tak.Chcesz autograf?
-Nie.
-Aha, sorry.
Był jakiś taki dziwny.Przysiadł obok mnie:
-Co czytasz?
-Alex Kava ,,Granice Szaleństwa''
-Świetna książka czytałem.
-Och....
Nikt z nas nie wiedział za bardzo co powiedzieć.Na szczęście podszedł do nas mój kuzyn i poprosił Łoza na bok.Mogłam w spokoju czytać dalej....
-------------------------------------------------------------------
I jak wam się podoba? :) Jak myślicie co Baron chce powiedzieć przyjacielowi? Czy Natalia się wybudzi?
Czekam na wasze opinie.
Natalia Afromental.
środa, 15 stycznia 2014
Zwiastun i...podziękowania :)
Cześć!
Dzisiaj pojawi się zwiastun 2 części opowiadania o Afromental.Mój blog ma już 6189 wyświetleń za co bardzo chciałabym wam podziękować. Jak również i za to,że komentujecie rozdziały.Ciesze się ,że wam się podobają :)) Kilka razy miałam już chwile zwątpienia i chciałam usunąć bloga...Jednak tego nie zrobiłam za co bardzo dziękuję moim przyjaciółkom : Ani, Karolinie i oczywiście Klaudii, która pokłada we mnie największą wiarę i cały czas mnie wspiera. Jutro pojawi się kolejny rozdział i mam nadzieję,że wam się spodoba.Nie przedłużając już więcej zapraszam do oglądania :))
Czekam na wasze opinie i pozdrawiam serdecznie! :*
Natalia Afromental
Dzisiaj pojawi się zwiastun 2 części opowiadania o Afromental.Mój blog ma już 6189 wyświetleń za co bardzo chciałabym wam podziękować. Jak również i za to,że komentujecie rozdziały.Ciesze się ,że wam się podobają :)) Kilka razy miałam już chwile zwątpienia i chciałam usunąć bloga...Jednak tego nie zrobiłam za co bardzo dziękuję moim przyjaciółkom : Ani, Karolinie i oczywiście Klaudii, która pokłada we mnie największą wiarę i cały czas mnie wspiera. Jutro pojawi się kolejny rozdział i mam nadzieję,że wam się spodoba.Nie przedłużając już więcej zapraszam do oglądania :))
Czekam na wasze opinie i pozdrawiam serdecznie! :*
Natalia Afromental
piątek, 10 stycznia 2014
Rozdział 38
-Jak myślisz co one jedzą?-spytał Baron.
-Zaczekaj chwilę.Patrycja zostawiła mi słoiczki z jedzeniem dla nich.Zejdę na dół.
-Dobra, ja się nimi zajmę.
Zeszłam na dół, gdy nagle zadzwonił dzwonek, podeszłam do drzwi i zobaczyłam Sylwię z dwoma potężnymi mężczyznami.
-Czego chcesz?-spytałam oschle.Wtedy daj mężczyźni złapali mnie za ręce i wsadzili do samochodu.Jeden zatkał mi twarz,gdy próbowałam krzyczeć.Sylwia prowadziła, nie wiedziałam gdzie jedziemy, zawiązali mi oczy chustą.Byłam bezbronna i źle się z tym czułam.Gdy dojechaliśmy odsłonili mi oczy i wyprowadzili z samochodu.Staliśmy teraz przed starym, zniszczonym domkiem letniskowym.Zaczęłam krzyczeć.
-Krzycz sobie ile chcesz i tak cię nikt nie usłyszy.-powiedziała Sylwia.Podziałało, już więcej się nie odezwałam.W domu przywiązali mnie do krzesła:
-O co chodzi?! Wypuść mnie!-wrzasnęłam.
-Zaraz wracam.-wyszła razem z tymi dwoma mężczyznami.To była moja szansa.Przewróciłam się razem z krzesłem i po chwili udało mi się odwiązać sznury.Zaczęłam iść w stronę drzwi i wtedy jeden facet przewrócił mnie na ziemię i zaczął mnie kopać,a potem ciągnął mnie po podłodze i wsadził na krzesło.Miałam kilka zadrapań na czole, które strasznie bolały.Znów mnie przywiązał i wtedy weszła Sylwia:
-Próbowałaś uciec? oj..nieładnie...nieładnie...
-Spadaj.O co ci chodzi dziewczynko ?!
-Naprawdę chcesz wiedzieć ?! Naprawdę?!
-Tak.-Wiesz jak to jest, kiedy musisz wyjechać na miesiąc do Hiszpanii, żeby załatwić pieniądze na ślub z ukochanym?! Harujesz,ale cały czas myślisz o nim i wiesz,że kiedy przyjedziesz to wszystko będzie dobrze,weźmiecie ślub i będziecie żyć długo i szczęśliwie.Tylko,że nikt nie wiedział,że pojawi się ktoś taki jak ty i wszystko zepsuje! Całe marzenia,oczekiwania!..Wszystko zepsułaś ! Rozumiesz?! Wszystko!-krzyczała ze łzami w oczach i wtedy zdałam sobie sprawę z tego, jaką zdzirą byłam.Zepsułąm jej całe życie:
-Sylwia ja przepraszam...nie wiedziałam że tak bardzo go kochasz.Byłam samolubna i myślałąm tylko o sobie.Przepraszam...-spojrzała na mnie wściekle.
-Mam to gdzieś.-moje słowa nie miały dla niej żadnego znaczenia.-Wiesz co to jest?-spytała pokazując mi pistolet.-Tym za chwilę rozstrzelę ci łeb.Za to co mi zrobiłaś!
Zazcęłam łapczywie łapać oddech.Jeszcze nigdy tak się nie bałam.Nagle ktoś tworzył drzwi:
-Policja! Na ziemię!-krzyknęli,ale Sylwia nic sobie z tego nie robiła,strzeliła we mnie.Próbowała strzelić mi w głowę,ale strzeliła w rękę.Krzyknęłam z bólu.Policja zlapała ją i wyrwała broń.Czułam ogromny ból w ręce:
-Pali się! Moja ręka się pali-krzyczałam.Policjanci spojrzeli na siebie bezradnie,a potem obraz mi się urwał...
---------------------------------------------------------------
Oto ostatni rozdział 1 części bloga. :)
Druga część rozpocznie się 16.01 .2014 r. Mam nadzieję,że wpis wam się podoba.Liczę na wasze komentarze! :))
Zaglądajcie tu bo lada dzień może się pojawić zwiastun.I jeszcze jedno.Pojawiła się nowa zakładka ,, Informowani,, jeśli chcecie abym informowała was o nowych rozdziałach to zostawcie tam w komentarzu link do swoje bloga lub aska, maila.
Pozdrawiam serdecznie!
Natalia Afromental
sobota, 4 stycznia 2014
Rozdział 37
PATRYCJA
Pobiegłam w tamtą stronę i zobaczyłam nieprzytomnego Tomsona,leżącego na trawie! Natychmiast zadzwoniłam po karetkę.Po chwili przyjechali.Nie wiem kto krzyczał nikogo oprócz Tomka tam nie było.Jadąc karetką,łzy spływały mi po policzkach.Oby nic mu się nie stało.Kiedy dojechaliśmy pod szpital lekarze zabrali go na ostry dyżur.Tomek miał wszędzie krew i rozciętą rękę.Był nieprzytomny.Zadzwoniłam do Łoza po chwili przyjechał:
-Gdzie on jest?-spytał.
-Na..na..ostrym dyżurze...
-Co się stało?
-Nie wiem.Jechaliśmy załatwić sprawę pogrzebu dla Loli.Ja został w samochodzie, a on poszedł na spotkanie z księdzem.Długo nie wracał a ja po chwili usłyszałam krzyk.No i potem go zobaczyłam.Wydaje mi się,że ktoś go pobił.
-Ale kto?
-Nie wiem.
-Nie martw się wszystko będzie dobrze.
Lekarz wyszedł z sali:
-I co?-spytałam zdenerwowana.
-Będzie żył.-uśmiechnął się.
Odetchnęłam z ulgą zauważyłam,że Łozo też.Nagle zobaczyłam jak kilka mężczyzn wiezie Tomka do sali.Miał grubą ranę,ale już nie krwawił:
-Mogę go odwiedzić?-spytałam lekarza.
-Nie dzisiaj.Musi odpoczywać.Myślę,że jeśli wszystko pójdzie dobrze to ewentualnie jutro.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze...A co jak nie pójdzie?
NATALIA
Siedzieliśmy i bawiliśmy się z bliźniaczkami.,Były takie wesołe.Nagle zadzwonił dzwonek,poszłam otworzyć drzwi.Stali w nich Łozo i Patrycja:
-Hej-powiedziałąm.
-Cześć.
-Wejdźcie.
Usiedli na kanapie.Patrycja posadziła sobie na kolanach Syntię,a Łozo i Baron poszli do pokoju.Ola smacznie sobie spała:
-Coś się stało?-spytałam Patrycji,miała czerwone oczy.
-Tomson jest w szpitalu.
-Jak to?
-Ktoś go pobił.
-CO?!
-Długa historia.
-Ale wszystko jest dobrze?
-Nie wiem.Cały czas sie martwię.Jutro będzie można go odwiedzić.Pójdziesz ze mną?
-Tak,to w końcu też mój przyjaciel.Ale co z pogrzebem Loli?
-No właśnie..Mogą u was dzisiaj przenocować? Chciałam iść to załatwić.
-Chyba tak.
-Dzięki.-spojrzała na zegarek.-Dobra ja muszę już iść.Na razie!
-Cześć.
Wyszła z domu.No to miałam dzisiaj na głowie dwa maluszki.
ŁOZO
-Muszę ci coś powiedzieć.-powiedziałem Baronowi.
-Co jest?
-Chcę pogadać o Marinie.Wiesz...wczoraj jak wracałem do domu to zobaczyłem ją jak ..całowała się z jakimś kolesiem.Oni mnie nie zauważyli, ale ja ich tak.
-No co ty?-spytał niedowierzając.
-Niestety...
-Co zamierzasz z tym zrobić?
-Właśnie nie wiem.Chciałem,żebyś mi coś poradził.Z Mariną ostatnio cały czas się kłócimy,a ta akcja z pocałunkami to nie pierwszy raz.Już kilka razy ją widziałem.W domu nie da się wytrzymać!
-Porozmawiaj z nią o tym,ale nie wierzę,że on cię zdradza.
-Czyli co?! Jestem ślepy?!-krzyknąłem.
-Tego nie powiedziałem.
Nagle na górę weszła Natalia, na rękach trzymała bliźniaczki:
-Dzisiaj będziemy mieli towarzystwo.-zwróciła się do Olka.
-Daj mi jdną.
Podała mu Syntię:
-To ja już będę się zbierał.-powiedziałem i wyszedłem.
Poszedłem do domu.Na kanapie siedziałą Marina:
-Cześć.-powiedziałem.
-Hej.
-Nie teraz.
-Owszem teraz.
-Nie mam czasu.
-Wiem wszystko.
-Ale co?-spytała udawając ,że nic nie wie.
-Nie udawaj.Widziałem jak całowałaś tego faceta.
-Ja? Chyba ci się przewidziało.
-Nie. Jesteś beznadziejna dlaczego sie nie przyznasz.
Poszła do kuchni:
-Może dlatego,że nic nie zrobiłam.
Nagle dostała sms-a.Głupio się z tym czułem,ale przeczytałem i miałem pewność że mnie zdradza:
Od-Maciek
Do-Marina
Kocham cię wiesz! :* I nie mogę doczekać się naszego kolejnego spotkania.Pozdrawiam!
Twój Maciek
Jak ona mogła?
Weszła do pokoju:
-Nie zdradzasz mnie?! A to co?!-krzyknąłem pokazując jej wiadomość.
-Wojtek to nie tak jak myślisz...
-Wynoś się stąd! N ienawidzę cię!
Pobiegła na górę z płaczem i zaczęła pakować swoje rzeczy
SYLWIA
-Dupku,pomyliłeś osoby! Miałeś pobić Natalię,a nie Tomsona!-krzyknęłam
-Było ciemno.Nic nie widziałem.
-Och..Wszystko muszę załatwiać sama.-powiedziałam i sięgnęłam po nóż.Po czym poszłam pod dom Natalii...
----------------------------------------------------------------------------------------------
Wielkie dzięki za komentarze i odwiedziny.Kolejny rozdział w przyszłym tygodniu.Pozdrawiam! Wesołego Nowego Roku! Trochę spóźnione życzenia. xDD :))
Natalia Afromental
Pobiegłam w tamtą stronę i zobaczyłam nieprzytomnego Tomsona,leżącego na trawie! Natychmiast zadzwoniłam po karetkę.Po chwili przyjechali.Nie wiem kto krzyczał nikogo oprócz Tomka tam nie było.Jadąc karetką,łzy spływały mi po policzkach.Oby nic mu się nie stało.Kiedy dojechaliśmy pod szpital lekarze zabrali go na ostry dyżur.Tomek miał wszędzie krew i rozciętą rękę.Był nieprzytomny.Zadzwoniłam do Łoza po chwili przyjechał:
-Gdzie on jest?-spytał.
-Na..na..ostrym dyżurze...
-Co się stało?
-Nie wiem.Jechaliśmy załatwić sprawę pogrzebu dla Loli.Ja został w samochodzie, a on poszedł na spotkanie z księdzem.Długo nie wracał a ja po chwili usłyszałam krzyk.No i potem go zobaczyłam.Wydaje mi się,że ktoś go pobił.
-Ale kto?
-Nie wiem.
-Nie martw się wszystko będzie dobrze.
Lekarz wyszedł z sali:
-I co?-spytałam zdenerwowana.
-Będzie żył.-uśmiechnął się.
Odetchnęłam z ulgą zauważyłam,że Łozo też.Nagle zobaczyłam jak kilka mężczyzn wiezie Tomka do sali.Miał grubą ranę,ale już nie krwawił:
-Mogę go odwiedzić?-spytałam lekarza.
-Nie dzisiaj.Musi odpoczywać.Myślę,że jeśli wszystko pójdzie dobrze to ewentualnie jutro.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze...A co jak nie pójdzie?
NATALIA
Siedzieliśmy i bawiliśmy się z bliźniaczkami.,Były takie wesołe.Nagle zadzwonił dzwonek,poszłam otworzyć drzwi.Stali w nich Łozo i Patrycja:
-Hej-powiedziałąm.
-Cześć.
-Wejdźcie.
Usiedli na kanapie.Patrycja posadziła sobie na kolanach Syntię,a Łozo i Baron poszli do pokoju.Ola smacznie sobie spała:
-Coś się stało?-spytałam Patrycji,miała czerwone oczy.
-Tomson jest w szpitalu.
-Jak to?
-Ktoś go pobił.
-CO?!
-Długa historia.
-Ale wszystko jest dobrze?
-Nie wiem.Cały czas sie martwię.Jutro będzie można go odwiedzić.Pójdziesz ze mną?
-Tak,to w końcu też mój przyjaciel.Ale co z pogrzebem Loli?
-No właśnie..Mogą u was dzisiaj przenocować? Chciałam iść to załatwić.
-Chyba tak.
-Dzięki.-spojrzała na zegarek.-Dobra ja muszę już iść.Na razie!
-Cześć.
Wyszła z domu.No to miałam dzisiaj na głowie dwa maluszki.
ŁOZO
-Muszę ci coś powiedzieć.-powiedziałem Baronowi.
-Co jest?
-Chcę pogadać o Marinie.Wiesz...wczoraj jak wracałem do domu to zobaczyłem ją jak ..całowała się z jakimś kolesiem.Oni mnie nie zauważyli, ale ja ich tak.
-No co ty?-spytał niedowierzając.
-Niestety...
-Co zamierzasz z tym zrobić?
-Właśnie nie wiem.Chciałem,żebyś mi coś poradził.Z Mariną ostatnio cały czas się kłócimy,a ta akcja z pocałunkami to nie pierwszy raz.Już kilka razy ją widziałem.W domu nie da się wytrzymać!
-Porozmawiaj z nią o tym,ale nie wierzę,że on cię zdradza.
-Czyli co?! Jestem ślepy?!-krzyknąłem.
-Tego nie powiedziałem.
Nagle na górę weszła Natalia, na rękach trzymała bliźniaczki:
-Dzisiaj będziemy mieli towarzystwo.-zwróciła się do Olka.
-Daj mi jdną.
Podała mu Syntię:
-To ja już będę się zbierał.-powiedziałem i wyszedłem.
Poszedłem do domu.Na kanapie siedziałą Marina:
-Cześć.-powiedziałem.
-Hej.
-Nie teraz.
-Owszem teraz.
-Nie mam czasu.
-Wiem wszystko.
-Ale co?-spytała udawając ,że nic nie wie.
-Nie udawaj.Widziałem jak całowałaś tego faceta.
-Ja? Chyba ci się przewidziało.
-Nie. Jesteś beznadziejna dlaczego sie nie przyznasz.
Poszła do kuchni:
-Może dlatego,że nic nie zrobiłam.
Nagle dostała sms-a.Głupio się z tym czułem,ale przeczytałem i miałem pewność że mnie zdradza:
Od-Maciek
Do-Marina
Kocham cię wiesz! :* I nie mogę doczekać się naszego kolejnego spotkania.Pozdrawiam!
Twój Maciek
Jak ona mogła?
Weszła do pokoju:
-Nie zdradzasz mnie?! A to co?!-krzyknąłem pokazując jej wiadomość.
-Wojtek to nie tak jak myślisz...
-Wynoś się stąd! N ienawidzę cię!
Pobiegła na górę z płaczem i zaczęła pakować swoje rzeczy
SYLWIA
-Dupku,pomyliłeś osoby! Miałeś pobić Natalię,a nie Tomsona!-krzyknęłam
-Było ciemno.Nic nie widziałem.
-Och..Wszystko muszę załatwiać sama.-powiedziałam i sięgnęłam po nóż.Po czym poszłam pod dom Natalii...
----------------------------------------------------------------------------------------------
Wielkie dzięki za komentarze i odwiedziny.Kolejny rozdział w przyszłym tygodniu.Pozdrawiam! Wesołego Nowego Roku! Trochę spóźnione życzenia. xDD :))
Natalia Afromental
środa, 1 stycznia 2014
Rozdział 36
Natalia
Gdy wstałam nikogo nie było w domu.Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi poszłam otworzyć i ujrzałam...:
-A co ty tu robisz? -spytałam nieproszonegp gościa.
-Chyba raczej co ty tu robisz.Odwal się od Barona.Rozumiesz?!-powiedziała Sylwia.
-Bo co?
-Bo ja tak mówie!
-A co ty moim góru jakimś jesteś?!
-A żebyś wiedziała.
-Ta...Jasne.
-Gdzie on jest? !
-A bo ja wiem!
-Gadaj.
-Chyba śnisz.Nawet gdybym wiedziała to bym ci nie powiedziała.
-Wiesz co?!
-No co?!-krzyknęłam.
I wtedy do domu wszedł Baron:
-A co ty tu robisz? Chyba wyraziłem się jasno mówiąc że masz się mi więcej nie pokazywać na oczy.-powiedział do Sylwii.
-Ale wybacz mi...
-Nie.Oddaj pierścionek.
-Jaki pierścionek? !-spytała.
-Zaręczynowy.
-Nie ma mowy on jest mój.
-Dawaj go.
-Nie.
-Już!-krzyknął.
-Masz.-powiedziała i dała mu go do ręki.Wyszła z domu.
-Gdzie byłeś?-spytałam.
-W sklepie.Zgaduję że nic nie jadłaś?
-Tak.-uśmiechnęłam się.Poszliśmy do kuchni.Ja usiadłam na krześle a on zaczął robić kanapki.Zjedliśmy w ciszy i spokoju ale ona nie trwała długo.Do Barona zadzwonił telefon.Poszedł odebrać. Po chwili wrócił:
-Będziemy mieli gości.-powiedział.
-Chyba ty.Ja idę.
-Nie.Zostań.Tomson przyprowadzi maluchy.On i Patrycja idą załatwić sprawę pogrzebu Loli.A ja muszę zająć się dziewczynkami.Pomożesz mi?
-No dobrze.
-Świetnie.-uśmiechnął się zwycięsko.
Odeszłam od stołu i poszłam do pomieszczenia w którym kiedyś znajdował się mój pokój.Zostało w nim kilka moich ciuchów.Wybrałam jedno i przebrałam się.Po chwili zeszłam na dół.Na kanapie leżały dziewczynki a Baron oglądał TV.Usiadłam obok niego.Nagle go wyłączył.Przysunął się do mnie i powiedział:
-Pogódźmy się.
-Po co?
-Tęsknie za tobą.
-Nie chcę
-Obiecuje że się poprawię
-No nie wiem.
-Ale ja wiem.-powiedział i pocałował mnie w usta
-No dobrze
-Super.-jeszcze raz mnie pocałował. Wtedy dzieci się obudziły.Baron zaczął je łaskotać.
PATRYCJA
Jechaliśmy samochodem.Patrzałam e okno.Tomek był smutny.Zdawało się że zaraz znowu zacznie płakać.
-Wszystko dobrze?-spytałam.
-Taak...
Dojechaliśmy pod kościół.Tomek poszedł do księdza a ja siedziałam i czekałam.Gdy po pół godzinie nie wrócił zaczęłam się martwić. Wyszłam z samochodu i ruszyłam w sronę kościoła.Nagle usłyszałam krzyk...Zaczęłam biec w tamtą stronę...
Gdy wstałam nikogo nie było w domu.Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi poszłam otworzyć i ujrzałam...:
-A co ty tu robisz? -spytałam nieproszonegp gościa.
-Chyba raczej co ty tu robisz.Odwal się od Barona.Rozumiesz?!-powiedziała Sylwia.
-Bo co?
-Bo ja tak mówie!
-A co ty moim góru jakimś jesteś?!
-A żebyś wiedziała.
-Ta...Jasne.
-Gdzie on jest? !
-A bo ja wiem!
-Gadaj.
-Chyba śnisz.Nawet gdybym wiedziała to bym ci nie powiedziała.
-Wiesz co?!
-No co?!-krzyknęłam.
I wtedy do domu wszedł Baron:
-A co ty tu robisz? Chyba wyraziłem się jasno mówiąc że masz się mi więcej nie pokazywać na oczy.-powiedział do Sylwii.
-Ale wybacz mi...
-Nie.Oddaj pierścionek.
-Jaki pierścionek? !-spytała.
-Zaręczynowy.
-Nie ma mowy on jest mój.
-Dawaj go.
-Nie.
-Już!-krzyknął.
-Masz.-powiedziała i dała mu go do ręki.Wyszła z domu.
-Gdzie byłeś?-spytałam.
-W sklepie.Zgaduję że nic nie jadłaś?
-Tak.-uśmiechnęłam się.Poszliśmy do kuchni.Ja usiadłam na krześle a on zaczął robić kanapki.Zjedliśmy w ciszy i spokoju ale ona nie trwała długo.Do Barona zadzwonił telefon.Poszedł odebrać. Po chwili wrócił:
-Będziemy mieli gości.-powiedział.
-Chyba ty.Ja idę.
-Nie.Zostań.Tomson przyprowadzi maluchy.On i Patrycja idą załatwić sprawę pogrzebu Loli.A ja muszę zająć się dziewczynkami.Pomożesz mi?
-No dobrze.
-Świetnie.-uśmiechnął się zwycięsko.
Odeszłam od stołu i poszłam do pomieszczenia w którym kiedyś znajdował się mój pokój.Zostało w nim kilka moich ciuchów.Wybrałam jedno i przebrałam się.Po chwili zeszłam na dół.Na kanapie leżały dziewczynki a Baron oglądał TV.Usiadłam obok niego.Nagle go wyłączył.Przysunął się do mnie i powiedział:
-Pogódźmy się.
-Po co?
-Tęsknie za tobą.
-Nie chcę
-Obiecuje że się poprawię
-No nie wiem.
-Ale ja wiem.-powiedział i pocałował mnie w usta
-No dobrze
-Super.-jeszcze raz mnie pocałował. Wtedy dzieci się obudziły.Baron zaczął je łaskotać.
PATRYCJA
Jechaliśmy samochodem.Patrzałam e okno.Tomek był smutny.Zdawało się że zaraz znowu zacznie płakać.
-Wszystko dobrze?-spytałam.
-Taak...
Dojechaliśmy pod kościół.Tomek poszedł do księdza a ja siedziałam i czekałam.Gdy po pół godzinie nie wrócił zaczęłam się martwić. Wyszłam z samochodu i ruszyłam w sronę kościoła.Nagle usłyszałam krzyk...Zaczęłam biec w tamtą stronę...
sobota, 21 grudnia 2013
Rozdział XXXV
Weszliśmy do środka.Pielęgniarka powiedziała nam numer sali, w której leżała Lola.Numer 7.Sala numer 7,mówiłam sobie cały czas w myślach,żeby nie zapomnieć.Kiedy doszliśmy pod dany pokój,stał tam lekarz.Ale wcale nie miał rozradowanej miny:
-Coś się stało?-spytałam go.
-Tak.Państwo są rodziną dziewczyny?
-Można tak powiedzieć...
-Mam złą wiadomość.
-Czy coś się stało z dziećmi? Żyją?-spytał Tomek.
-Tak Bliźniaczki żyją,ale niestety gorzej z dziewczyną...W czasie porodu pojawiły się komplikacje i ona...nie przeżyła porodu...
-Że co proszę?!-krzyknęłam-To... to niemożliwe!
-Przykro mi...
-Panu jest przykro?! Panu jest przykro?! To nam jest przykro...ty...ty...
-Natalia,uspokój się.-powiedział Tomek.Najprawdopodobniej wykrzyczałabym teraz temu lekarzowi co o nim myślę,ale gdy się odwróciłam zobaczyłam,że Tomek ma całą twarz w łzach.Przytuliłam go i...nagle też zaczęłam płakać...Będzie mi jej brakowało, jej uśmiechu...tańca..okrzyku radości,gdy coś się uda...moja Lola...Dlaczego ona? Otarłam dłonią twarz:
-Tomek...Tomek spokojnie.Chodź musimy zobaczyć twoje dzieci.Ola i Syntia czekają na ciebie.
Weszliśmy i zobaczyliśmy je:
-Jak ka sobie bez niej poradzę?-szepnął chlipiąc.
-Pomożemy ci.Jesdt jescze Patrycja i twoja rodzina.Poradzisz sobie nie martw się.
-Dziękuję ci.
Uśmiechnęłam się lekko.Nagle do pokoju weszła Patrycja i Baron.Byli przygnębieni,więc już o wszystkim wiedzieli:
-Tak mi przykro...-powiedziała Patrycja i przytuliła Tomka.Zaczęłam płakać i wyszłam na zewnątrz.Podszedł do mnie Baron.Wtuliłam się w niego.A on wytarł łzę spływającą po moim policzku:
-Chodź.Zabiorę cię stąd.Trochę ochłoniesz.-powiedział.
-A Tomek?
-O niego się nie martw,jest przy nim Patrcyja.
Pokiwałam głową.Złapał mnie za rękę i wyszliśmy ze szpitala.Wsiedliśmy do jego samochodu i pojechaliśmy.Nie pojechaliśmy do mnie, tylko do jego domu.No tak,jeszcze tego mi było trzeba.Rozmowy z jego narzeczoną.Usiedliśmy na kanapie:
-Podać ci coś?-spytał.
-Nie.
Do salonu weszła Sylwia:
-Cześć kochanie.-pocałowała Barona.
-Nie Sylwia,musimy to skończyć.-odepchnął ją lekko.
-Ale co miśku?
-Między nami koniec..
-Ale jak to? Przecież...
-Masz godzinę na zebranie wszystkich swoich rzeczy i wyprowadzenie się stad.
-Ale...
-Żegnaj.To moje ostatnie słowo.
-To przez nią?s-pytała wskjazujac na mnie.
-Nie twój interes.
-Jeszce się spotkamy tarantulo.-powiedziała do mnie i wyszła.
-Zostań dzisiaqj u mnie.
-Nie mogę.
-Dlaczego?-spytał.
-Po prostu nie.
-Zaczekaj chwilę...
Dotknął mojego czoła i wyszedł do kuchni.Po chwili wrócił z tabletkami i wodą:
-Masz gorączkę.Musisz wziąć tabletkę.
-Nie ma mowy.
-Natalia, proszę.
-No dobrze.-nie miałam siły się kłócić.
Połknęłam ją i położyłam się spać.
Tomosn
-Kiedy będę mógł zabrać je do domu?-spytałem lekarza.
-Jutro jeśli nie będzie złych wyników badań.
-Dziękuję.Do wiedzenia.
-Do wiedzenia.
Wyszliśmy ze szpitala i pojechaliśmy do mnie:
-Zostaniesz dzisiaj u mnie?-spytałem Patrycji.-Nie chcę dzisiaj by sam.
-Oczywiście jeśli tego chcesz.
-Dzięki.
Spojrzałem na zegarek wiszący na ścianie i znów zaczęłam płakać.Obok niego wisiało zdjęcie na którym byłem ja i Lola.Byliśmy tacy szczęśliwi:
-Bardzo cię kochała.-powiedziała Patrcyja.
-Wiem, ja ją też.Przepraszam,ale jeśli nie masz nic przeciwko położę się spać.
-Jasne.ja prześpię się w...Gdzie mam spać?
-W mojej sypialni, ja dzisiaj będę spał na kanapie.
-Dobrze,jak chcesz.
Położyłem się spać, niemal od razu zasnąłem.
*Sen*
Biegłem z Lolą przez łąkę...Śmialiśmy się.Nagle usiedliśmy na kocu,który leżał na trawie.Obok nas siedziały dzieci.Ola podała mi do ręki bukiet z ślicznych,małych stokrotek:
-To dla ciebie tatusiu.-powiedziała.Wziąłem ją na ręce i lekko podrzuciłem do góry.Zaśmiała się.Położyłem ją obok Syntii.Po kilku minutach dzieci zasnęły.Złapałem Lolę,za rękę i powiedziałem:
-Kocham cię.
Pocałowaliśmy się:
-Ja ciebie też,ale...zapomnij o mnie.-po jej policzku spłynęła łza...
*Rzeczywistość*
Obudziłem się cały zalany łzami.Tak bardzo za nią tęskniłem...Spojrzałem na zegarek.Była 7:30, położyłem się jeszcze spać...
Obudziłem się i poczułem piękny zapach...To na pewno Patrycja coś gotowała.Wstałem i wszedsłem do kuchni:
-O! Już wstałeś!-krzyknęła,gdy mnie zobaczyła.
-Tak...-podrapałem się nerwowo po głowie.
-Siadaj.Zrobiłam śniadanie.
Na stole leżały dwa talerze z tostami i dwie kawy:
-Dzięki.
Uśmiechnęła się i zabraliśmy się do jedzenia.Gdy skończyłem,Patrycja powiedziała:
-Idź się przebierz i uczesz.Musimy jechać po bliźniaczki.
-Ach! No racja! Zapomniałem!
Pobiegłem na górę i wszedłem do łazienki.Wyglądałem jak strach na wróble.Po doprowadzeniu się do porządku, zeszedłem na dół:
-Jedziemy?-spytałem.
Przytaknęła.Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w stronę samochodu.Chciałem usiąść ze strony kierowcy,ale Patrycja mnie zatrzymała:
-O nie,nie nie.Dzisiaj ja prowadzę.
Zgodziłem się i już po chwili jechaliśmy do szpitala.Zdziwiłem się bo na tylnych siedzeniach znajdowały się fotele dla dzieci:
-Co one tu robią?-spytałem.
-Pojechałam dzisiaj do sklepu i kupiłam je.Trzeba dbać o bezpieczeństwo.-wyjaśniła.Wyciągnąłem portfel:
-Ile mam ci oddać?
-Nie ma mowy! Ja to kupiłam i nie ma rozmowy o oddawaniu.
Dojechaliśmy do szpitala i poszliśmy do sali, w której znajdowały się dzieci.Po rozmowie z lekarzem zabraliśmy je do domu:]
-Ekhm..-chrząknąłem.-Może...Może zgodziłabyś się z nami zamieszkać? Bo wiesz...ja nie mam za bardzo doświadczenia z dziećmi..
Ku mojemu zdziwieniu krzyknęła:
-Pewnie!
.............................................................................................................................................
I jak? Ten rozdział jest długi i mam nadzieję że wystarczający.Przepraszam że tak późno go dodaję,ale nie miałąm czawsu.Pozdrowionka! ♥
Natalia Afromental
-Coś się stało?-spytałam go.
-Tak.Państwo są rodziną dziewczyny?
-Można tak powiedzieć...
-Mam złą wiadomość.
-Czy coś się stało z dziećmi? Żyją?-spytał Tomek.
-Tak Bliźniaczki żyją,ale niestety gorzej z dziewczyną...W czasie porodu pojawiły się komplikacje i ona...nie przeżyła porodu...
-Że co proszę?!-krzyknęłam-To... to niemożliwe!
-Przykro mi...
-Panu jest przykro?! Panu jest przykro?! To nam jest przykro...ty...ty...
-Natalia,uspokój się.-powiedział Tomek.Najprawdopodobniej wykrzyczałabym teraz temu lekarzowi co o nim myślę,ale gdy się odwróciłam zobaczyłam,że Tomek ma całą twarz w łzach.Przytuliłam go i...nagle też zaczęłam płakać...Będzie mi jej brakowało, jej uśmiechu...tańca..okrzyku radości,gdy coś się uda...moja Lola...Dlaczego ona? Otarłam dłonią twarz:
-Tomek...Tomek spokojnie.Chodź musimy zobaczyć twoje dzieci.Ola i Syntia czekają na ciebie.
Weszliśmy i zobaczyliśmy je:
-Jak ka sobie bez niej poradzę?-szepnął chlipiąc.
-Pomożemy ci.Jesdt jescze Patrycja i twoja rodzina.Poradzisz sobie nie martw się.
-Dziękuję ci.
Uśmiechnęłam się lekko.Nagle do pokoju weszła Patrycja i Baron.Byli przygnębieni,więc już o wszystkim wiedzieli:
-Tak mi przykro...-powiedziała Patrycja i przytuliła Tomka.Zaczęłam płakać i wyszłam na zewnątrz.Podszedł do mnie Baron.Wtuliłam się w niego.A on wytarł łzę spływającą po moim policzku:
-Chodź.Zabiorę cię stąd.Trochę ochłoniesz.-powiedział.
-A Tomek?
-O niego się nie martw,jest przy nim Patrcyja.
Pokiwałam głową.Złapał mnie za rękę i wyszliśmy ze szpitala.Wsiedliśmy do jego samochodu i pojechaliśmy.Nie pojechaliśmy do mnie, tylko do jego domu.No tak,jeszcze tego mi było trzeba.Rozmowy z jego narzeczoną.Usiedliśmy na kanapie:
-Podać ci coś?-spytał.
-Nie.
Do salonu weszła Sylwia:
-Cześć kochanie.-pocałowała Barona.
-Nie Sylwia,musimy to skończyć.-odepchnął ją lekko.
-Ale co miśku?
-Między nami koniec..
-Ale jak to? Przecież...
-Masz godzinę na zebranie wszystkich swoich rzeczy i wyprowadzenie się stad.
-Ale...
-Żegnaj.To moje ostatnie słowo.
-To przez nią?s-pytała wskjazujac na mnie.
-Nie twój interes.
-Jeszce się spotkamy tarantulo.-powiedziała do mnie i wyszła.
-Zostań dzisiaqj u mnie.
-Nie mogę.
-Dlaczego?-spytał.
-Po prostu nie.
-Zaczekaj chwilę...
Dotknął mojego czoła i wyszedł do kuchni.Po chwili wrócił z tabletkami i wodą:
-Masz gorączkę.Musisz wziąć tabletkę.
-Nie ma mowy.
-Natalia, proszę.
-No dobrze.-nie miałam siły się kłócić.
Połknęłam ją i położyłam się spać.
Tomosn
-Kiedy będę mógł zabrać je do domu?-spytałem lekarza.
-Jutro jeśli nie będzie złych wyników badań.
-Dziękuję.Do wiedzenia.
-Do wiedzenia.
Wyszliśmy ze szpitala i pojechaliśmy do mnie:
-Zostaniesz dzisiaj u mnie?-spytałem Patrycji.-Nie chcę dzisiaj by sam.
-Oczywiście jeśli tego chcesz.
-Dzięki.
Spojrzałem na zegarek wiszący na ścianie i znów zaczęłam płakać.Obok niego wisiało zdjęcie na którym byłem ja i Lola.Byliśmy tacy szczęśliwi:
-Bardzo cię kochała.-powiedziała Patrcyja.
-Wiem, ja ją też.Przepraszam,ale jeśli nie masz nic przeciwko położę się spać.
-Jasne.ja prześpię się w...Gdzie mam spać?
-W mojej sypialni, ja dzisiaj będę spał na kanapie.
-Dobrze,jak chcesz.
Położyłem się spać, niemal od razu zasnąłem.
*Sen*
Biegłem z Lolą przez łąkę...Śmialiśmy się.Nagle usiedliśmy na kocu,który leżał na trawie.Obok nas siedziały dzieci.Ola podała mi do ręki bukiet z ślicznych,małych stokrotek:
-To dla ciebie tatusiu.-powiedziała.Wziąłem ją na ręce i lekko podrzuciłem do góry.Zaśmiała się.Położyłem ją obok Syntii.Po kilku minutach dzieci zasnęły.Złapałem Lolę,za rękę i powiedziałem:
-Kocham cię.
Pocałowaliśmy się:
-Ja ciebie też,ale...zapomnij o mnie.-po jej policzku spłynęła łza...
*Rzeczywistość*
Obudziłem się cały zalany łzami.Tak bardzo za nią tęskniłem...Spojrzałem na zegarek.Była 7:30, położyłem się jeszcze spać...
Obudziłem się i poczułem piękny zapach...To na pewno Patrycja coś gotowała.Wstałem i wszedsłem do kuchni:
-O! Już wstałeś!-krzyknęła,gdy mnie zobaczyła.
-Tak...-podrapałem się nerwowo po głowie.
-Siadaj.Zrobiłam śniadanie.
Na stole leżały dwa talerze z tostami i dwie kawy:
-Dzięki.
Uśmiechnęła się i zabraliśmy się do jedzenia.Gdy skończyłem,Patrycja powiedziała:
-Idź się przebierz i uczesz.Musimy jechać po bliźniaczki.
-Ach! No racja! Zapomniałem!
Pobiegłem na górę i wszedłem do łazienki.Wyglądałem jak strach na wróble.Po doprowadzeniu się do porządku, zeszedłem na dół:
-Jedziemy?-spytałem.
Przytaknęła.Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w stronę samochodu.Chciałem usiąść ze strony kierowcy,ale Patrycja mnie zatrzymała:
-O nie,nie nie.Dzisiaj ja prowadzę.
Zgodziłem się i już po chwili jechaliśmy do szpitala.Zdziwiłem się bo na tylnych siedzeniach znajdowały się fotele dla dzieci:
-Co one tu robią?-spytałem.
-Pojechałam dzisiaj do sklepu i kupiłam je.Trzeba dbać o bezpieczeństwo.-wyjaśniła.Wyciągnąłem portfel:
-Ile mam ci oddać?
-Nie ma mowy! Ja to kupiłam i nie ma rozmowy o oddawaniu.
Dojechaliśmy do szpitala i poszliśmy do sali, w której znajdowały się dzieci.Po rozmowie z lekarzem zabraliśmy je do domu:]
-Ekhm..-chrząknąłem.-Może...Może zgodziłabyś się z nami zamieszkać? Bo wiesz...ja nie mam za bardzo doświadczenia z dziećmi..
Ku mojemu zdziwieniu krzyknęła:
-Pewnie!
.............................................................................................................................................
I jak? Ten rozdział jest długi i mam nadzieję że wystarczający.Przepraszam że tak późno go dodaję,ale nie miałąm czawsu.Pozdrowionka! ♥
Natalia Afromental
czwartek, 5 grudnia 2013
Rozdział XXXIV
Przebrałam się w to:
Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę kasyna, które znajdowało się w centrum miasta.Spotkałam tam Maxa, mojego kolegę:
-Hej!-krzyknął.
-Cześć.
Usiadłam na krześle obok niego.
-Co tam?-spytał.
-Szkoda gadać, a u ciebie?
-Hmmm...Nic oprócz tego, że wygrałem dzisiaj 40000 zł w pokera!
-To świetnie! Gratulacje!
Uśmiechnął się szeroko:
-A może sama spróbujesz?
-Nie, dzięki.Może innym razem.
-Idziesz dzisiaj na imprezę?
-Jaką imprezę?
-Dzisiaj o 21:30 w barze obok.
-Spoko.
-Przyjadę po ciebie.
-Może lepiej nie, przecież nie wiesz gdzie mieszkam
-Spokojnie jakoś mi się uda.
Nagle mój telefon zaczął wibrować.Spojrzałam na niego.To Baron:
-Nie odbierzesz?-spytał.
-Nie.
-Jak chcesz.
-Pójdę już Pa
-Na razie.
Wyszłam z kasyna.Nagle ktoś złapał mnie za ramię.Odwróciłam się:
-Idż stąd!-krzyknęłam do niego.
-Musimy porozmawiać.
-Nie mamy o czym-powiedziałam i zostawiłam Barona samego.Ruszył za mną.
-Proszę cię...
-Nie.
-Ale Natalia
Weszłam do bloku.
-Nie przychodź tu więcej.
Zatrzasnęłam drzwi i weszłam do swojego mieszkania.Ściągnęłam kurtkę i zawiesiłam na wieszaku.Weszłam do kuchni.Była już 15:30, więc czas na obiad.Ni miałam ochoty na gotowanie, zamówiłam pizzę.Wyjęłam sok z lodówki i nalałam do szklanki.Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor.Postanowiłam, że trochę potańczę i włączyłam muzykę.Nie zrobiłam jeszcze nawet jednego kroku, gdy nagle zadzwonił domofon. To pewnie facet od pizzy. Otworzyłam drzwi i odebrałam jedzenie, ale za tym mężczyzn ą stał jeszcze ktoś inny.Tym kimś był Tomson.Nie chętnie wpuściłam go do środka i ściszyłam muzykę.
-Musimy pogadać o Baronie.-zaczął.
-O nie.Nic nie musimy.Nie męcz mnie.
-Nie wiesz co się tam dzieje.
-Czy wyglądam jakbym chciała wiedzieć?
-Natalia,on za tobą tęskni.
-Nie interesuje mnie to.On teraz jest dla mnie niczym.
-Ty nie znasz go tak dobrze jak ja.On jest zagubiony.Teraz wróciła Sylwia i chce do niego wrócić.Musisz o niego zawalczyć!
-Nie!Nie chcę! Mam go dość ! Rozumiesz?! A teraz wyjdź! Chcę w spokoju zjeść obiad.
-To jest twój obiad?-spytał podnosząc pizzę.
-A masz z tym jakiś problem?
-Owszem,mam.
-To se miej,a teraz wyjdź!
Naszą kłótnię przerwał dzwonek jego telefonu.Odszedł na bok i przez chwilę rozmawiał.Gdy skończył podszedł do mnie,miał dziwną minę.
-Co się stało?-spytałam,jedząc jabłko.
-Lola jest w szpitalu.Zaczęła rodzić,sąsiad ją przywiózł
-No to jedźmy do niej!
Sięgnęłam po kurtkę:
-Nie wiem czy potrafię...
-Daj mi spokój! Wyłaź!
Pojechaliśmy jego samochodem:
-Gdzie to jest? Gdzie to cholera jest?!-dawno nie był tak zestresowany.
-Nie stresuj się.Tu skręć w lewo.
-Jak mam się nie stresować?! Zaraz zostanę ojcem!
-No więc się uspokój bo się ciebie wystraszą!-krzyknęłam i się zaśmiałam.
Wyszliśmy z samochodu.Na przeciwko nas szła kobieta z dzieckiem,gdy dziecko zobaczyło Tomsona zaczęło płakać:
-Widzisz mówiłam,że wszyscy się ciebie boją.-zaśmiałam się, jak nigdy.Głośno i wesoło.Ugryzłam jeszcze kawałek jabłka i wyrzuciłam go do kosza.Weszliśmy do szpitala.
--------------------------------------------------------
I jak ? mi podoba się bardzo.Czekam na komentarze!
Natalia Afromental
Czytasz---->Komentujesz
Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę kasyna, które znajdowało się w centrum miasta.Spotkałam tam Maxa, mojego kolegę:
-Hej!-krzyknął.
-Cześć.
Usiadłam na krześle obok niego.
-Co tam?-spytał.
-Szkoda gadać, a u ciebie?
-Hmmm...Nic oprócz tego, że wygrałem dzisiaj 40000 zł w pokera!
-To świetnie! Gratulacje!
Uśmiechnął się szeroko:
-A może sama spróbujesz?
-Nie, dzięki.Może innym razem.
-Idziesz dzisiaj na imprezę?
-Jaką imprezę?
-Dzisiaj o 21:30 w barze obok.
-Spoko.
-Przyjadę po ciebie.
-Może lepiej nie, przecież nie wiesz gdzie mieszkam
-Spokojnie jakoś mi się uda.
Nagle mój telefon zaczął wibrować.Spojrzałam na niego.To Baron:
-Nie odbierzesz?-spytał.
-Nie.
-Jak chcesz.
-Pójdę już Pa
-Na razie.
Wyszłam z kasyna.Nagle ktoś złapał mnie za ramię.Odwróciłam się:
-Idż stąd!-krzyknęłam do niego.
-Musimy porozmawiać.
-Nie mamy o czym-powiedziałam i zostawiłam Barona samego.Ruszył za mną.
-Proszę cię...
-Nie.
-Ale Natalia
Weszłam do bloku.
-Nie przychodź tu więcej.
Zatrzasnęłam drzwi i weszłam do swojego mieszkania.Ściągnęłam kurtkę i zawiesiłam na wieszaku.Weszłam do kuchni.Była już 15:30, więc czas na obiad.Ni miałam ochoty na gotowanie, zamówiłam pizzę.Wyjęłam sok z lodówki i nalałam do szklanki.Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor.Postanowiłam, że trochę potańczę i włączyłam muzykę.Nie zrobiłam jeszcze nawet jednego kroku, gdy nagle zadzwonił domofon. To pewnie facet od pizzy. Otworzyłam drzwi i odebrałam jedzenie, ale za tym mężczyzn ą stał jeszcze ktoś inny.Tym kimś był Tomson.Nie chętnie wpuściłam go do środka i ściszyłam muzykę.
-Musimy pogadać o Baronie.-zaczął.
-O nie.Nic nie musimy.Nie męcz mnie.
-Nie wiesz co się tam dzieje.
-Czy wyglądam jakbym chciała wiedzieć?
-Natalia,on za tobą tęskni.
-Nie interesuje mnie to.On teraz jest dla mnie niczym.
-Ty nie znasz go tak dobrze jak ja.On jest zagubiony.Teraz wróciła Sylwia i chce do niego wrócić.Musisz o niego zawalczyć!
-Nie!Nie chcę! Mam go dość ! Rozumiesz?! A teraz wyjdź! Chcę w spokoju zjeść obiad.
-To jest twój obiad?-spytał podnosząc pizzę.
-A masz z tym jakiś problem?
-Owszem,mam.
-To se miej,a teraz wyjdź!
Naszą kłótnię przerwał dzwonek jego telefonu.Odszedł na bok i przez chwilę rozmawiał.Gdy skończył podszedł do mnie,miał dziwną minę.
-Co się stało?-spytałam,jedząc jabłko.
-Lola jest w szpitalu.Zaczęła rodzić,sąsiad ją przywiózł
-No to jedźmy do niej!
Sięgnęłam po kurtkę:
-Nie wiem czy potrafię...
-Daj mi spokój! Wyłaź!
Pojechaliśmy jego samochodem:
-Gdzie to jest? Gdzie to cholera jest?!-dawno nie był tak zestresowany.
-Nie stresuj się.Tu skręć w lewo.
-Jak mam się nie stresować?! Zaraz zostanę ojcem!
-No więc się uspokój bo się ciebie wystraszą!-krzyknęłam i się zaśmiałam.
Wyszliśmy z samochodu.Na przeciwko nas szła kobieta z dzieckiem,gdy dziecko zobaczyło Tomsona zaczęło płakać:
-Widzisz mówiłam,że wszyscy się ciebie boją.-zaśmiałam się, jak nigdy.Głośno i wesoło.Ugryzłam jeszcze kawałek jabłka i wyrzuciłam go do kosza.Weszliśmy do szpitala.
--------------------------------------------------------
I jak ? mi podoba się bardzo.Czekam na komentarze!
Natalia Afromental
Czytasz---->Komentujesz
czwartek, 21 listopada 2013
Rozdział XXXIII
Płakałam.Szłam i płakałam.Łzy ciekły mi strumieniami.Poszłam do domu. Barona.Miałam jeszcze dzisiaj u niego spać.Po cichu weszłam do domu,ale drzwi widocznie chciały zrobić mi na złość bo okropnie trzasnęły.Niestety obudziły tym Barona:
-Wróciłaś?-spytał.
-Nie.Dzisiaj muszę tu jeszcze spać,ale gwarantuję ci,że rano mnie już tu nie będzie.
Podszedł do mnie i złapał w talii, a potem przyciągnął do siebie:
-Wcale nie chcę,żebyś się wyprowadzała.
-Muszę...Ja po prostu muszę.A teraz puść mnie idę spać.
-Kocham cię.
-Nie, tobie się tylko wydaje,że mnie kochasz.Za tydzień spodoba ci się kto inny.Zobaczysz.
-Nieprawda. Kocham cię najbardziej na świecie.Obiecuję ci,że już nigdy nie wywinę ci żadnego głupiego bumeru.
-Nie składaj obietnic, których nie będziesz potrafił dotrzymać.
-Ale ja..
-Proszę cię. Jestem wyczerpana, daj mi spokój.-przerwałam mu i poszłam na górę.Położyłam się na łóżku i zasnęłam.
*Rano*
Obudziło mnie szczekanie Bruna.Szybko się przebrałam i zeszłam na dół.To co tam zobaczyłam... W drzwiach stał nie kto inny jak Sylwia, narzeczona Barona.Stała obok niego z walizkami:
-Wróciłam kochanie!-krzyknęła i rzuciła mu się na szyję, a potem go pocałowała.Podeszłam do nich:
-A to co?-spytała wskazując na mnie.
-Nie co, tylko jak już coś kto.-powiedziałam.
-Mniejsza z tym.Jak ci na imię ?
-To jest Natalia. Moja...yyy...przyjaciółka.-wytłumaczył Baron.
-Mieszkasz tu ?
-Nie właśnie się wyprowadzam.
Wyszłam z domu trzaskając drzwiami i zabierając ze sobą Bruna.Gdy doszłam do mojego nowego domu,podszedł do mnie Daniel.
-Coś nie tak?-pytał.
-Nie wszystko okej.-skłamałam.
-Znam cię.
-Fajnie ja cię też.-powiedziałam zdenerwowana.Otworzyłam drzwi mieszkania.Mieszkanie miało dwa pokoje, kuchnię i łazienkę.
-Mogę wejść ?-spytał.
-No przecież, już weszłaś.
-Racja.-zaśmiał się.Nagle podszedł do mnie i stanął ze mną twarzą w twarz.Zaczełam powoli się odsuwać,ale on złapał mnie i pocałował.Odepchnęłam go:
-Wyjdź stąd!-krzyknęłam.
-Ale..
-Już!!!-przerwałam mu.Wyszedł z domu trzaskając drzwiami.Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać.Nie spodziewałam się tego po nim.Myślałam ,że dobrze go znam,ale jednak się myliłam.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okej macie kolejny rozdział niestety mojej niespodzianki jeszcze nie ma,ale będzie. Przemyślałam całą sprawę z tym usuwaniem bloga. I... to wy zadecydujecie czy na 40 rozdziale mam go usunąć czy nie.Po lewej jest sonda,zapraszam do głoswoania i komentowania.
Czytasz------>Komentujesz
-Wróciłaś?-spytał.
-Nie.Dzisiaj muszę tu jeszcze spać,ale gwarantuję ci,że rano mnie już tu nie będzie.
Podszedł do mnie i złapał w talii, a potem przyciągnął do siebie:
-Wcale nie chcę,żebyś się wyprowadzała.
-Muszę...Ja po prostu muszę.A teraz puść mnie idę spać.
-Kocham cię.
-Nie, tobie się tylko wydaje,że mnie kochasz.Za tydzień spodoba ci się kto inny.Zobaczysz.
-Nieprawda. Kocham cię najbardziej na świecie.Obiecuję ci,że już nigdy nie wywinę ci żadnego głupiego bumeru.
-Nie składaj obietnic, których nie będziesz potrafił dotrzymać.
-Ale ja..
-Proszę cię. Jestem wyczerpana, daj mi spokój.-przerwałam mu i poszłam na górę.Położyłam się na łóżku i zasnęłam.
*Rano*
Obudziło mnie szczekanie Bruna.Szybko się przebrałam i zeszłam na dół.To co tam zobaczyłam... W drzwiach stał nie kto inny jak Sylwia, narzeczona Barona.Stała obok niego z walizkami:
-Wróciłam kochanie!-krzyknęła i rzuciła mu się na szyję, a potem go pocałowała.Podeszłam do nich:
-A to co?-spytała wskazując na mnie.
-Nie co, tylko jak już coś kto.-powiedziałam.
-Mniejsza z tym.Jak ci na imię ?
-To jest Natalia. Moja...yyy...przyjaciółka.-wytłumaczył Baron.
-Mieszkasz tu ?
-Nie właśnie się wyprowadzam.
Wyszłam z domu trzaskając drzwiami i zabierając ze sobą Bruna.Gdy doszłam do mojego nowego domu,podszedł do mnie Daniel.
-Coś nie tak?-pytał.
-Nie wszystko okej.-skłamałam.
-Znam cię.
-Fajnie ja cię też.-powiedziałam zdenerwowana.Otworzyłam drzwi mieszkania.Mieszkanie miało dwa pokoje, kuchnię i łazienkę.
-Mogę wejść ?-spytał.
-No przecież, już weszłaś.
-Racja.-zaśmiał się.Nagle podszedł do mnie i stanął ze mną twarzą w twarz.Zaczełam powoli się odsuwać,ale on złapał mnie i pocałował.Odepchnęłam go:
-Wyjdź stąd!-krzyknęłam.
-Ale..
-Już!!!-przerwałam mu.Wyszedł z domu trzaskając drzwiami.Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać.Nie spodziewałam się tego po nim.Myślałam ,że dobrze go znam,ale jednak się myliłam.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okej macie kolejny rozdział niestety mojej niespodzianki jeszcze nie ma,ale będzie. Przemyślałam całą sprawę z tym usuwaniem bloga. I... to wy zadecydujecie czy na 40 rozdziale mam go usunąć czy nie.Po lewej jest sonda,zapraszam do głoswoania i komentowania.
Czytasz------>Komentujesz
piątek, 8 listopada 2013
Rozdział XXXII
Natalia
Baron miał przyjść,ale nie przyszedł. Na lotnisku powiedział mi,że nie miał czasu. W Polsce byliśmy już o 14:30.Cieszyłam się,że nikt nie wie,że dziś przylecieliśmy. Patrycja gdzieś poszła. Pewnie zwiała porozmawiać z Tomsonem. Ja wzięłam walizkę i psa i poszłam do domu Barona. Odłożyłam tylko rzeczy ( razem z psem) i wyszłam. Musiałam poszukać nowego mieszkania. Nie miałam zamiaru mieszkać pod jednym dachem z Aleksandrem.Nagle zadzwonił telefon :
-Halo ?-spytałam.
-Dzień dobry. Pamięta pani może o swojej pracy w studiu nagraniowym ? Miała pani przyjść dwa dni temu, nie dało się do pani dodzwonić.
-Ja... O jeju... Przepraszam....
-Proszę mnie nie przepraszać tylko ma pani przyjść jutro na 7 do pacy, jak nie to panią zwolnię.
-Tak, tak. Ja bardzo przepraszam...
-Do widzenia.-przerwał mi i rozłączył się.Poszłam do pobliskiego sklepu z butami i kupiłam czarne trampki.Zaczęłam żałować,że sprzedałam mój dom, w którym mieszkałam wcześniej.Po co ja to zrobiłam ? Głupia. Idąc tak główną ulicą Warszawy, zobaczyłam Daniela idącego w moją stronę.* O, nie *-pomyślałam.Podbiegł do mnie wesoły:
-Nic nie mówiłaś,że disiaj przyheżdżasz.
-Bo nie miałam ochoty.
-Co robisz ?
-Szukam mieszkania.
-Nie mieszkasz już z Baronem?
-Nie , pokłóciliśmy się.
W jego oczach zobaczyłam błysk nadziei.Nadal myślał ,że kiedyś będziemy razem :
-Nie łódź się.-powiedziałam.
-Zawsze można pomarzyć....-nagle stanął.-Chyba wiem gdzie możesz kupić mieszkanie.
-Tak? Gdzie?
-Chodź!-krzyknął i pociągnął mnie za rękę.
-Ała!-krzyknęłam i zaczęłam biec.
* Obok domu Daniela*
Daniel mieszkał w bloku, w piętrowym bloku, więc już rozumiałam dlaczego powiedział mi,że wiem gdzie znajdę mieszkanie. Tutaj było ich pełno! Na pewno znajdzie się jakieś do kupienia, a blok prezentował się naprawdę przyzwoicie. W środku i na zewnątrz też.
-Tam jest wywieszona kartka,że mieszkanie jest do sprzedaży.-powiedział.
-Aha no to super.
Poszłam do tamtego mieszkania i kobieta sprzedałam mi je za 15 tysięcy, to nie za drogo. Jutro mogę się tu wprowadzić, no a dzisiaj będę musiała jakoś przeboleć mieszkanie z Baronem. Postanowiłam,że pójdę do Tomsona.
* W domu Tomka*
Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi je Lola. od razu zobaczyłam,że jej brzuch jest tak jakby... większy..
-Cześć.-powiedziałam.
-Witaj kochana!
Weszłam do środka:
-Nie ma Tosmona ?
-Nie, nie.Wyszedł gdzieś z Patrycją...
-Och...
-Nadal jesteśmy przyjaciółkami tak ?-spytała. Usiadłam na kanapie.
-Mhm...
-Muszę ci coś powiedzieć...
-Tak ?
-Ja...ja...jestem w ciąży z Tomsonem.
-Co?!-krzyknęłam.-Czy ty wiesz co się stanie jak Patrycja się o tym dowie?!
-Wiem, nie planowałam tego. Tomek właśnie z nią rozmawia.
-O, boże...
-Przepraszam...
-Nie...nie ja cieszę się z twojego szczęścia!-uśmiechnęłam się szeroko.
-Naprawdę ?-spojrzała na mnie zdziwiona.
-Oczywiście! Zancie już płeć dziecka?
-To są bliźniaczki. Dwie dziewczynki...
-Hahaha...-zaśmiałam się.-Zastanawialiście się już nad imionami ?
-Tak. Chcemy,żeby jedna to była Syntia, a druga Ola.
-Tak się cieszę!-krzyknęłam i lekko ją przytuliłam.Wtedy do domu wszedł Tomson i Patrycja.Śmiali się,a to dobry znak.Pati podbiegła do Loli:
-Och! Gratuluję ci! Ola i Syntia, wspaniałe imiona!-krzyknęła.
-Co jej zrobiłeś?-spytałam Tomsona. Zaśmiał się serdecznie...:
-Magia...
Jego dobry humor udzielał się wszystkim.Po chwili śmialiśmy się jak nienormalni.
-A jak tam z tobą i Baronem ?-spytała Lola.
-Wyprowadziłam się od niego.-powiedziałam i od razu zmarkotniałam.Straciłam dobry humor. Tomson spojrzał na nią karcącym wzrokiem.-Muszę już iść.
Sięgnęłam po kurtkę.
-Narazie.-powiedziałąm i wyszłam.
----------------------------------------------------------------------------------
Proszę bardzo oto kolejny rozdział. Niespodzianka będzie w następnym poście. Mam dla was jeszcze jedno wiadomość, nie wiem czy dobrą czy złą, ale postanowiłam ,żę mój blog zakończy swoją działalność na 40 rozdziale.czemu ? Po prostu mam takie wrażenie ,że nikt już tego nie czyta i żę to powoli staje się nudne. :( Przepraszam.
Natalia Afromental
Baron miał przyjść,ale nie przyszedł. Na lotnisku powiedział mi,że nie miał czasu. W Polsce byliśmy już o 14:30.Cieszyłam się,że nikt nie wie,że dziś przylecieliśmy. Patrycja gdzieś poszła. Pewnie zwiała porozmawiać z Tomsonem. Ja wzięłam walizkę i psa i poszłam do domu Barona. Odłożyłam tylko rzeczy ( razem z psem) i wyszłam. Musiałam poszukać nowego mieszkania. Nie miałam zamiaru mieszkać pod jednym dachem z Aleksandrem.Nagle zadzwonił telefon :
-Halo ?-spytałam.
-Dzień dobry. Pamięta pani może o swojej pracy w studiu nagraniowym ? Miała pani przyjść dwa dni temu, nie dało się do pani dodzwonić.
-Ja... O jeju... Przepraszam....
-Proszę mnie nie przepraszać tylko ma pani przyjść jutro na 7 do pacy, jak nie to panią zwolnię.
-Tak, tak. Ja bardzo przepraszam...
-Do widzenia.-przerwał mi i rozłączył się.Poszłam do pobliskiego sklepu z butami i kupiłam czarne trampki.Zaczęłam żałować,że sprzedałam mój dom, w którym mieszkałam wcześniej.Po co ja to zrobiłam ? Głupia. Idąc tak główną ulicą Warszawy, zobaczyłam Daniela idącego w moją stronę.* O, nie *-pomyślałam.Podbiegł do mnie wesoły:
-Nic nie mówiłaś,że disiaj przyheżdżasz.
-Bo nie miałam ochoty.
-Co robisz ?
-Szukam mieszkania.
-Nie mieszkasz już z Baronem?
-Nie , pokłóciliśmy się.
W jego oczach zobaczyłam błysk nadziei.Nadal myślał ,że kiedyś będziemy razem :
-Nie łódź się.-powiedziałam.
-Zawsze można pomarzyć....-nagle stanął.-Chyba wiem gdzie możesz kupić mieszkanie.
-Tak? Gdzie?
-Chodź!-krzyknął i pociągnął mnie za rękę.
-Ała!-krzyknęłam i zaczęłam biec.
* Obok domu Daniela*
Daniel mieszkał w bloku, w piętrowym bloku, więc już rozumiałam dlaczego powiedział mi,że wiem gdzie znajdę mieszkanie. Tutaj było ich pełno! Na pewno znajdzie się jakieś do kupienia, a blok prezentował się naprawdę przyzwoicie. W środku i na zewnątrz też.
-Tam jest wywieszona kartka,że mieszkanie jest do sprzedaży.-powiedział.
-Aha no to super.
Poszłam do tamtego mieszkania i kobieta sprzedałam mi je za 15 tysięcy, to nie za drogo. Jutro mogę się tu wprowadzić, no a dzisiaj będę musiała jakoś przeboleć mieszkanie z Baronem. Postanowiłam,że pójdę do Tomsona.
* W domu Tomka*
Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi je Lola. od razu zobaczyłam,że jej brzuch jest tak jakby... większy..
-Cześć.-powiedziałam.
-Witaj kochana!
Weszłam do środka:
-Nie ma Tosmona ?
-Nie, nie.Wyszedł gdzieś z Patrycją...
-Och...
-Nadal jesteśmy przyjaciółkami tak ?-spytała. Usiadłam na kanapie.
-Mhm...
-Muszę ci coś powiedzieć...
-Tak ?
-Ja...ja...jestem w ciąży z Tomsonem.
-Co?!-krzyknęłam.-Czy ty wiesz co się stanie jak Patrycja się o tym dowie?!
-Wiem, nie planowałam tego. Tomek właśnie z nią rozmawia.
-O, boże...
-Przepraszam...
-Nie...nie ja cieszę się z twojego szczęścia!-uśmiechnęłam się szeroko.
-Naprawdę ?-spojrzała na mnie zdziwiona.
-Oczywiście! Zancie już płeć dziecka?
-To są bliźniaczki. Dwie dziewczynki...
-Hahaha...-zaśmiałam się.-Zastanawialiście się już nad imionami ?
-Tak. Chcemy,żeby jedna to była Syntia, a druga Ola.
-Tak się cieszę!-krzyknęłam i lekko ją przytuliłam.Wtedy do domu wszedł Tomson i Patrycja.Śmiali się,a to dobry znak.Pati podbiegła do Loli:
-Och! Gratuluję ci! Ola i Syntia, wspaniałe imiona!-krzyknęła.
-Co jej zrobiłeś?-spytałam Tomsona. Zaśmiał się serdecznie...:
-Magia...
Jego dobry humor udzielał się wszystkim.Po chwili śmialiśmy się jak nienormalni.
-A jak tam z tobą i Baronem ?-spytała Lola.
-Wyprowadziłam się od niego.-powiedziałam i od razu zmarkotniałam.Straciłam dobry humor. Tomson spojrzał na nią karcącym wzrokiem.-Muszę już iść.
Sięgnęłam po kurtkę.
-Narazie.-powiedziałąm i wyszłam.
----------------------------------------------------------------------------------
Proszę bardzo oto kolejny rozdział. Niespodzianka będzie w następnym poście. Mam dla was jeszcze jedno wiadomość, nie wiem czy dobrą czy złą, ale postanowiłam ,żę mój blog zakończy swoją działalność na 40 rozdziale.czemu ? Po prostu mam takie wrażenie ,że nikt już tego nie czyta i żę to powoli staje się nudne. :( Przepraszam.
Natalia Afromental
Subskrybuj:
Posty (Atom)
123 Lorem ipsum
...Afromental...
Najlepsi!
Popularne posty
-
PATRYCJA Pobiegłam w tamtą stronę i zobaczyłam nieprzytomnego Tomsona,leżącego na trawie! Natychmiast zadzwoniłam po karetkę.Po chwili prz...
-
Natalia Gdy weszłam na scenę wszyscy zaczęli krzyczeć: -Natalia! Natalia! Natalia!-byłam wtedy taka szczęśliwa,gdy skończyłam zeszłam z...
-
*Tydzień później* Natalia Właśnie skończyliśmy pracę nad moim teledyskiem.Premiera jest o 15:30.Gdy dziś rano weszłam na Facebooka,nie mo...
-
NATALIA *Dwa miesiące później* Wydałam płytę.Nosi tytuł: ,, Funny Smile ". Osiągnęła już w ciągu tygodnia platynę.Bardzo dużo...
-
Natalia Zadzwonił telefon.Od pół godziny byłam kłębkiem nerwów.Rozmyślałam nad tym co zrobić.Jak przegonać Patrycję, aby jednak nie jechała...
-
LOLA Spojrzałam na zegarek, 9:30.Za 15 minut powinnam być już w Warszawie.Tak bardzo tęskniłam za Tomsonem i bliźniaczkami.Mam nadzieję, ż...
-
LOLA Usiedliśmy na kanapie, już chciałam coś powiedzieć kiedy dzieci o sobie przypomniały.Zaczęły płakać, więc Tomek poszedł na górę, a ja...
-
PATRYCJA Chris jest wspaniały.Cały czas się śmiejemy.Jestem szczęśliwa.Wczoraj wyprowadziłam się od Tomka.Powiedziałam mu o tym,że jesteśmy...
-
... Patrycja Razem z Tomsonem pojechaliśmy do domu Baron...
-
-Lola? Gdzie Tomek?-spytałam. -Wybiegł.-odpowiedziała smętnie. -Jak to wybiegł?! -Pojechał do szpitala.Boje sie, że może coś zrobić lekar...



